Stanisław Kiecal – Historia zapomnianego mistrza

Stanisław-Kiecla

Stanisław Kiecal człowiek znikąd. Pragnę opowiedzieć Wam historię zapomnianego mistrza. Człowieka, z którego powinniśmy być dumni. Stanisław Kiecal znany bardziej jako Stanley Ketchel urodził się 14 września 1886 roku na emigracji. Jego rodzice wyjechali z ojczyzny w pogoni za lepszym życiem. W tamtym czasie nasi rodacy przeżywali trudne chwile. Zwłaszcza jeśli zachowali w sercu niepodległą Polskę. Zaborca oczekiwał, że zapomną kim są, skąd faktycznie pochodzą i jak wiele krzywd musieli znosić ich dziadkowie oraz rodzice za sprawą ludzi nazywających się naszymi wybawcami.

Całe szczęście Julia i Jan bezpiecznie dotarli do Ameryki. Kraju, który w tamtym okresie wydawał się zieloną wyspą utopi. W Grand Rapids w stanie Michigan przyszedł na świat ich synek. Szybko okazało się, że ma on ciężki charakter i wielkie oczekiwania od życia. Opuścił dom rodzinny w wieku 12 lat. Prawdy możemy się jedynie domyślać, lecz pogoń za marzeniami wydaje się najlepszym powodem jaki mógł kierować młodym człowiekiem. Tak chciałbym myśleć.

Po dłuższej tułaczce Stanisław dotarł do niewielkiego miasteczka o nazwie Butte w Montanie. Podejmował tam różne prace fizyczne, które zapewniały mu dach nad głową i kawałek chleba. Nie stronił od bójek. Miał w sobie gorącą krew, pochodzącą z kraju, w którym ludzie są zmuszeni do nieustannej walki. W jednej z ulicznych bójek dostrzegł go były bokser, Maurice Thompson. Postanowił zaopiekować się młodym chłopakiem, w którym dostrzegł olbrzymi potencjał. W żadnej bajce, nawet najpiękniejszej ludzie nie działają jednak bezinteresownie. Już wtedy na boksie można było zarobić przyzwoite pieniądze.

Stanisław-Kiecal-walka

Stanisław Kiecal – Początki

Od pierwszych chwil na sali dały się zauważyć wrodzone predyspozycje chłopaka do boksu. Był silny i szybki. Miał jednak przede wszystkim olbrzymią zaciekłość, głód walki i gniew, który brał ujście w trakcie walk. Wszystkie te cechy sprawiły, że jego trener żywił wobec niego spore nadzieje. Słusznie, gdyż w swoim debiucie już w pierwszej rundzie znokautował ciężko niejakiego Kida Tracy. Walka odbyła się 2 maja 1903 roku.

Następną walkę stoczył dopiero rok później. Było to spowodowane decyzją jego trenera, który przekonał Stanisława, że powinien się jeszcze wiele nauczyć. Przełomem w karierze syna imigrantów z Polski okazał się rok 1904. W jego trakcie chłopak nokautował kolejnych rywali. Przegrywając tylko dwa pojedynki, a jeden remisując. Wszystkich tych niepowodzeń doznał w starciach… ze swoim trenerem Maurice Thompsonem. Do końca 1906 roku stoczył łącznie 40 walk, z czego większość zakończył przed czasem. Dwukrotnie uległ jednak na punkty, dwukrotnie również remisował, a jedna walka zakończyła się jako „no decision”.

W roku 1907 z 35 wygranymi przez nokaut ruszył na podbój Kaliforni. Na początku pokonał trzech dobrych rywali, co otworzyło mu drzwi do walki z „Chlubą Kaliforni” Joe Thomasem. Do ich pierwszej walki doszło 4 lipca w Marysville. Jej przebieg był początkowo niekorzystny dla Kiecala, lecz w 11 rundzie odwrócił on losy pojedynku trafiając mocnym ciosem. Przed nokautem uratował Joe’ego jedynie gong. Od tego momentu walka stała się wyrównana. Po 20 przeboksowanych rundach sędziowie orzekli remis. Kibice byli zachwyceni, promotorzy postanowili więc szybko doprowadzić do rewanżu.

Mistrzostwo świata

To zaskakujące jak wtedy wyglądał boks. Zawodnicy walczyli po 20 i więcej rund. Dziś takie rzeczy wydają się nie do pomyślenia. Czy spowodowane jest to wzrostem świadomości społeczeństwa, czy też jego narastającą słabością? Pewne jest natomiast to, że dzisiaj nie ma pięściarzy, którzy podjęliby się takich wyzwań. Po prostu nie muszą tego robić. Rewanż Kiecala z Thompsonem zakontraktowano na “zaledwie” 45 rund. Odbył się on we wrześniu i był anonsowany jako walka o wakujący tytuł mistrza świata. Nie zostało to jednak oficjalnie potwierdzone. Sam pojedynek miał dramatyczny przebieg. Był równie zacięty co pierwsze starcie. Obaj zawodnicy byli wielokrotnie liczeni. W 29 rundzie po otrzymaniu naprawdę mocnego uderzenia przyszły mistrz świata był na skraju porażki.

Udało mu się jednak przetrwać trudne chwile i samemu zaatakować. Wykończył porozbijanego rywala w 32 rundzie walki. Po tym pojedynku został okrzyknięty mianem The Michigan Assassin czyli “Zabójca z Michigan”. Thompson dostał szansę rewanżu już 12 grudnia. Tym razem uległ jednak na punkty.

Trzy walki z „Dumą Kaliforni” otworzyły Stanisławowi drogę do kolejnych dużych wyzwań. Wielu osobom nie podobał się fakt, że w tak krótkim czasie został okrzyknięty mistrzem. Pretensje do tytułu rościli sobie pierwsi w historii boksujący na najwyższym poziomie bliźniacy Sullivan. Pierwszego z nich Kiecal znokautował już w pierwszej rundzie. Drugiego natomiast w 20.

Walki z Billy’m Papke

Naszemu młodemu wciąż pięściarzowi rósł jednak poważny rywal, Billy Papke. Stoczyli oni ze sobą aż 4 walki, które przeszły do historii boksu. Dziś niestety mało kto jeszcze o nich pamięta. Do pierwszego pojedynku zakontraktowanego jedynie na 10 rund doszło 4 czerwca 1908 r. w Milwaukee. Pięściarze od początku ruszyli na siebie ze złymi intencjami. Okładali się bez przerwy. Walkę oglądało się rewelacyjnie. Dwóch gladiatorów walczących o życie – to idealny opis tego co działo się w ringu. Po zaciętym boju zwycięzcą ogłoszony został Zabójca z Michigan. Po tym pojedynku Kiecal bronił swojego tytuł dwukrotnie, usypiając obu pretendentów.

Rewanż z Papke w dzisiejszych czasach zostałby uznany za nieodbyty. Billy zachował się niesportowo już na samym początku. Zamiast zwyczajowego stuknięcia się rękawicami poczęstował Kiecala dwoma potężnymi sierpowymi, po którym ten nabawił się kontuzji oka. Było to jednak legalne. W trakcie walki Stanisław był niemiłosiernie bity, lądując już w pierwszej rundzie 3-krotnie na deski. Jego duma i upór nie pozwalały mu się poddać. Papke zdołał go znokautować dopiero w 12 rundzie.

Myślę, że wielu czytelnikom może nasunąć się niedawna sytuacja z udziałem innego polskiego pięściarza, który został również potraktowany bardzo niesprawiedliwie. Miejmy jednak nadzieje, że tak samo jak Stanisław Kiecal, tak i on weźmie krwawy odwet na rywalu. W trzeciej walce z Papkę, oglądaliśmy popis umiejętności Zabójcy z Michigan i wspaniały nokaut zaserwowany w 11 rundzie .

Do ostatniej i najtrudniejszej walki tych dwóch wojowników doszło 5 lipca 1905 roku. W jej trakcie obaj zawodnicy doznali kontuzji złamania dłoni. Kiecal złamał także kciuk. Nie przeszkodziło im to jednak wymieniać ciężkie uderzenia przez pełen dystans 20 rund. Po zakończeniu walki sędziowie orzekli jednomyślnie zwycięstwo Polaka.

Wielka nadzieja białych

Stanisław-Kiecal-Johson

W tym czasie mistrzem świata wagi ciężkiej był czarnoskóry Amerykanin imieniem Jack Johnson. Fakt ten spędzał sen z powiek wielu białym obywatelom. Postanowiono więc poszukać białoskórego pięśćiarza do walki z mistrzem, którym dzięki swojej popularność okazał się Stanisław Kiecal. Ze względu na olbrzymią różnicę warunków fizycznych walkę zakontraktowano jako „no decision”. Dzięki czemu Jonhson miał gwarancję, że nie straci tytuł niezależnie od wyniku starcia. Wymuszono na nim także obietnice, iż nie będzie dążył do nokautu. Kiecal mierzył 173 cm wzrostu, przy wadze 77,2 kg podczas gdy Johnson miał 186.5 cm i ważył 93,2 kg. Za ten pojedynek mistrz miał dostać aż 25 tysięcy dolarów.

Naprzeciw siebie stanęli arcymistrzowie ofensywny w osobie Zabójcy z Michigan i defensywny w osobie Jonhosona. Walka miała niespodziewany przebieg. Gdyż mniejszy Kiecal był w stanie posłać Jacka na deski. Ten zdał sobie sprawę, że jeśli nie znokautuje przeciwnika, to sam zostanie uśpiony. Uderzył, więc Stanisława tak mocno, że jego ciało wyleciało w powietrze. Podobno w rozprutej rękawicy Jonhsona znaleziono kilka zębów Kiecala. Po walce przyznał on, że nikt nie uderzył go tak mocno jak Kiecal. Oraz, że samemu nigdy nie uderzył nikogo tak mocno jak właśnie jego. 

Walka z legendą i strzał w plecy

Po ciężkim nokaucie Kiecal odpoczywał kilka miesięcy od boksu. Wrócił na pojedynek z legendarnym Samem Langfordem. Postanowiono zorganizować najpierw 6 rundową walkę sparingową pomiędzy tymi wojownikami. Miała ona być preludium, które zachęci kibiców do obejrzenia starcia głównego, zakontraktowanego na 45 rund. Pierwsze trzy rundy był ślamazarne do tego stopnia, iż kibice zaczęli gwizdać. Rozdrażniło to pięściarzy, którzy od 4 starcia rozpoczęli trwającą do samego końca nawałnice. Wszyscy byli jednomyślni w kwestii tego, że ujrzeli najwspanialszą wymianę ciosów w dziejach. Zdaniem dziennikarzy wygrał Langford.

W ramach przygotowań do głównej walki Kiecal stoczył kilka zwycięskich pojedynków. Następnie zaszył się w na ranczo swojego przyjaciela, gdzie intensywnie trenował. To właśnie tam doszło to olbrzymiej tragedii. Stanisław Kiecal został zamordowany strzałem w plecy przez robotnika rolnego Waltera Dipleya. Motywem zbrodni mogła być zazdrość o dziewczynę, z którą flirtował Kiecal lub zwyczajnie chęć wzbogacenia się. Morderca odsiedział 25 lat.

Wielu ekspertów uważa Stanisława Kiecala bardziej znanego jako Stanley Ketchel za najwybitniejszego pięściarza wagi średniej. Magazyn „The Ring” sklasyfikował go na 6 miejscu listy największych puncherów w historii boksu. Został wprowadzony do bokserskiej galerii sław.  Szkoda, że jego życie zakończyło się przedwcześnie. Mógł osiągnąć znacznie więcej.

Syn biednych imigrantów z okupowanego kraju, stał się legendą. Pierwszy zawodowy mistrz świata polskiego pochodzenia. Pamiętajmy jego imię. Stanisław Kiecal.

1 myśl na “Stanisław Kiecal – Historia zapomnianego mistrza”

  1. Pingback: Ranking największych puncherów w boksie - Boxing Factory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *